W końcu udało mi się zobaczyć Johna Cartera i przyznam, że
jestem mile zaskoczony. Spodziewałem się widowiskowego w prawdzie, ale dość
sztampowego przedstawienia, nie mogłem jednak oprzeć się możliwości zobaczenia
walki kapitana Konfederacji z sześciołapnymi Yeti dopingowanego przez zielonych
ludków na Marsie. Czegoś takiego po prostu nie można przegapić jeśli jest się
miłośnikiem jakiejkolwiek z gałęzi fantastyki!
